Nawet nie wiem
jak tam sprawy
za lasem
Rano wstaję
poemat chwalę
biorę się za słowo
jak za chleb
Nie zważam na mody
byle jakie
Piszę wyłącznie
uczuć starym
drapakiem
W głębi lasu rozpinałem jej kubrak czarny
Zapinany na kielich konwalii
Zioła patrzyły ze zdumieniem
na rękach ją niosłem
całując brzuch
mały i śniady jak dłoń
Który urodził ten czerwcowy dzień
długi jak jej suknia