Żony poetów to te co mają
Jakby jeszcze jednego świętego na głowie
Który jednak nic gratis z nieba nie dostaje
A na widok szynki robi oczy krowie

Żony poetów wyganiają spod łóżka kurzu myszkę
W balii Pegaza myją ryżową szczotką
Księgę poety jak ministrant za nim noszą
Resztką ze stołu poety dzielą się z kotką

Żony poetów to są amazonki spod Pegaza znaku
Co walczą dla poety o atrament i cukier i papier
Żony poetów są między obłokiem a podłóg myciem
Ich rajski chleb jest piołunu obsypany makiem

One mają w sobie coś z ptaka i leśnej wróżki
Ich świata melon zielony daleko rośnie od ludzkich dróg
Od ludzi mają widły plotek które dziobią ich nóżki
Od poetów serca czerwony głóg


Przy ostach
nie mówcie mi
o róży głupiej
czerwonej gębie

oset
filozof prawdziwy
drogi życia
obserwuje
w kurzu opończy

tworzy
wspaniałą dekorację
pielgrzymek

W secesji
zrobił pewną karierę
niestety
źle pojęty
wycofał się

z powrotem
na suche wyżyny

dziś
od księży wiodących
pielgrzymki
nauczył się
sztuki gestu

stał się
najgłebszym z chwastów

postać swą
na grunty dramatyczne
kamieniste
przenosi

przez ludzi
nie zrozumiany
piękno swe
drapieżne i świetliste
w mroku ukazuje

gniewny i skrzydlaty
aniołów jest
nowoczesnych
najwspanialszym wzorem