Żony poetów to te co mają
Jakby jeszcze jednego świętego na głowie
Który jednak nic gratis z nieba nie dostaje
A na widok szynki robi oczy krowie

Żony poetów wyganiają spod łóżka kurzu myszkę
W balii Pegaza myją ryżową szczotką
Księgę poety jak ministrant za nim noszą
Resztką ze stołu poety dzielą się z kotką

Żony poetów to są amazonki spod Pegaza znaku
Co walczą dla poety o atrament i cukier i papier
Żony poetów są między obłokiem a podłóg myciem
Ich rajski chleb jest piołunu obsypany makiem

One mają w sobie coś z ptaka i leśnej wróżki
Ich świata melon zielony daleko rośnie od ludzkich dróg
Od ludzi mają widły plotek które dziobią ich nóżki
Od poetów serca czerwony głóg


Przez ten rodowód
Przez ten sejmik słów
Pełen zgiełku Harasymowiczów
Idąc jak przez
Wojsk ulicę
Czy mam przerąbać szablą
Na pół ten stół
Czy mam go spalić
Jak Gonta - dwór
Razem z pradziadów portretami
Którym podkręca wąsa
Moja świadomość

Czy mam zakopać w ziemi
Krzywą szablę fantazji

Chyba że
Jak pradziadowie
Dwie chorągwie
Jak przy namiocie
Zatknę przy stole

Jedną
Z lackim Karolem
Krasną drugą
Z Archaniołem