Tu zostanę
Zanurzam ręce
widzę siebie
wielkiego jak góry
do samego dna Osławy
Chmara rybek ciągnie
do kolebiącej się łuski światła
Wicher kładzie pasmami
złote włosy
na nagie piersi
połonin
W tych górach
w tych drzewach
ubranych jesienią
w wyszywane rękawy
Zostanę
Piszę w buki
Coraz dalej
dopóki czas
Wokół góry góry i góry
I całe moje życie w górach
Ileż piękniej drozdy leśne śpiewają
Niż śpiewak płatny na chórach
Jak łasiczki ścieżka w śniegach
Droga życia była kręta
Teraz z lasów zeszła na mnie
Młodych jodeł zieleń święta
Nie ludzką ręką malowany
Jest wielki smutek duszy mojej
Lecz nawet złockiej ikonie
Ja nigdy nic nie powiem
Ważne są tylko modre kopuły pieśni
Które na górze wysokiej zostaną
Nikt nie szuka inicjałów cieśli
Gdy cieśle dom postawią
Przyjaciele drodzy którzy jemioły czcicie
Dobrze że chodzicie światem
Wkrótce jodełkę zieloną spalicie
Aby darzyła was ciepłym latem
Wokół lasy i wiatr
I całe życie w wiatru świstach
Wszyscy których kocham wita was
Modrzewia ikona złocista
Złocisty modrzew w ciemności
wskazywał mi drogę do Ciebie
jesieni płonącym mieczem
- teraz
patrzy tylko na mnie
i nic nie mówią Jej rękawy
marszczone zdumieniem
Nie mówi słowa
Jej bluzka wyszyta
tutejszym krajobrazem
Wyszyta
w dziką różę
serca
Jest spokojna
i jest zwykły
pełen sprzętów dzień
I stoimy
naprzeciw bez słowa
na wąskiej kładce
- podłogi
pod którą szumi
dziki nasz żywot
I widzę
w jej oczach odbite
dwie cerkwie
pełne łez
I ona wodzi
moje szronem
pokryte włosy
Dla których kiedyś
zdjęła
z siebie bez słowa
dwudziestoletni dzień