Szafirowe jezioro
ze stadem wędrownych obłoków
i ta góra
Tak się zdarzyło
było i znikło między drzewami
jak żagiel
jak twarze nasze
Biała suknia biegnąca
jak dziecko za motylem
to Ty byłaś
to ja byłem
z butami w ręku
w powietrzu
Mój teren pisania
rozciąga się między czajnikiem
gwiżdżącym na jednym palcu
i między kraterami dziur
na swetrze
Jest to dalej
niż płynął Kolumb
Trzy kroki
w nie zapisane powietrze