W puszczy widać najlepiej
że tego samego dnia
kiedy rozpadniemy się
jak stare drzewo
tego samego dnia zaczną zarastać
nasze ślady
Na wszelki wypadek trawa
zarasta nas całe życie
nas i naszą ruinę
naszą ścieżkę do stołu
i do kobiety
W mieście
nie było już zimy
tu w górach
śnieg wskazuje mi jeszcze
twe błękitne ślady
i tropię cię jak sarnę
i pędzisz i nie wiem
czy to chmury skłębione
czy włosy twoje
I przystajesz schwytana
jak łania
w jodłowe gałązki
pożądań
I piersi twe
przedwiośniem są ciężkie
Lecz ty wiesz
i ja wiem
że mogę cię dotknąć
tylko wierszem