W górach
czerwonoskóre jelenie
wyszły na wojenne ścieżki
Pod lasem
stoją czerwone pułki
zimowych ptaków
We mgle jedzie
wóz bez konia
Bo na pewno
koń siedzi na wozie
odpoczywa w kożuchu
A wóz samo mu ciągnie
wiekowe przyzwyczajenie
Pełnia rośnie jak w dzieży
Dom rośnie w pełni
Rosnę na krześle przed domem
Dom rzuca dom na kilometr
Krzesło ze mną na krześle na kilometr
Komin jak drzewo wędruje daleko
Bo coraz bardziej
rzucało i wydłużało do rana
Dopiero
uszło
oklapło
dom się pozbierał
i my
zeszliśmy z księżyca
jak ze strychu
Przez ten rodowód
Przez ten sejmik słów
Pełen zgiełku Harasymowiczów
Idąc jak przez
Wojsk ulicę
Czy mam przerąbać szablą
Na pół ten stół
Czy mam go spalić
Jak Gonta - dwór
Razem z pradziadów portretami
Którym podkręca wąsa
Moja świadomość
Czy mam zakopać w ziemi
Krzywą szablę fantazji
Chyba że
Jak pradziadowie
Dwie chorągwie
Jak przy namiocie
Zatknę przy stole
Jedną
Z lackim Karolem
Krasną drugą
Z Archaniołem