Przy ostach
nie mówcie mi
o róży głupiej
czerwonej gębie

oset
filozof prawdziwy
drogi życia
obserwuje
w kurzu opończy

tworzy
wspaniałą dekorację
pielgrzymek

W secesji
zrobił pewną karierę
niestety
źle pojęty
wycofał się

z powrotem
na suche wyżyny

dziś
od księży wiodących
pielgrzymki
nauczył się
sztuki gestu

stał się
najgłebszym z chwastów

postać swą
na grunty dramatyczne
kamieniste
przenosi

przez ludzi
nie zrozumiany
piękno swe
drapieżne i świetliste
w mroku ukazuje

gniewny i skrzydlaty
aniołów jest
nowoczesnych
najwspanialszym wzorem


W mieście
nie było już zimy
tu w górach
śnieg wskazuje mi jeszcze
twe błękitne ślady
i tropię cię jak sarnę
i pędzisz i nie wiem
czy to chmury skłębione
czy włosy twoje

I przystajesz schwytana
jak łania
w jodłowe gałązki
pożądań

I piersi twe
przedwiośniem są ciężkie

Lecz ty wiesz
i ja wiem
że mogę cię dotknąć
tylko wierszem