Na trawy rzucona cisza
jak biała płachta księżyca
Z jamy nieba wyszły młode gwiazdy
uczą się chodzić po zwalonym pniu
Naszczekiwanie gwiazd nad górami
Wszędzie szepcze światło
Miałem sen
że byłem jesionem sypiącym
strąki metafor
Miałem dzień
że byłem człowiekiem sypiącym
chmury liści
Mam życie
lecące z Bogiem
w zawody
Z wszystkich domów
najbardziej kocham wagon towarowy
Pusty wagon
w którym można mieszkać
na słomie
Jedzie się niewiadomo dokąd
i ty jedziesz przygrywając sobie
na harmonijce ustnej
W nocy śpisz na dachu
leżąc na brzuchu
Wspominasz kobiety
które płakały przez ciebie
I ta przez którą
chciałeś podciąć
wiersze
nie była warta tego
jak i Ty nie byłeś wart miłości
którą
wyniesiono na noszach
Byłeś przy tym i poszedłeś
zmieszany z drzewami
parku
Dobrze
że leżę na grzbiecie
grając na harmonijce ustnej
na dachu kolejki
Rzepiedź-Komańcza
Przebaczą mi
wszystkie liście
jesieni
Nieziemskie
światła