Na trawy rzucona cisza
jak biała płachta księżyca
Z jamy nieba wyszły młode gwiazdy
uczą się chodzić po zwalonym pniu
Naszczekiwanie gwiazd nad górami
Wszędzie szepcze światło
Pełnia rośnie jak w dzieży
Dom rośnie w pełni
Rosnę na krześle przed domem
Dom rzuca dom na kilometr
Krzesło ze mną na krześle na kilometr
Komin jak drzewo wędruje daleko
Bo coraz bardziej
rzucało i wydłużało do rana
Dopiero
uszło
oklapło
dom się pozbierał
i my
zeszliśmy z księżyca
jak ze strychu