Przychodzą mody poezji
jedna za drugą
coraz to nowy wyskakuje
znachor słowa
ja
czekać mogę długo
Ręce wetknąłem za las
jadę powozem roku powoli
moja moda to nieba koszula
rozpięta szeroko
na ulewy i mrozy
Nic nie mam
zdmuchnęła mnie ta jesień
całkiem
Nic nie mam
tylko z daszkiem nieba
zamyślony kaszkiet
Wyszedłem przed dom
spod nóg runął pejzaż
który zaspał w trawie
listek ćwierknął jak wróbel
W środku lasu
nagle roześmiało się drzewo
to ptaki