Przychodzą mody poezji
jedna za drugą
coraz to nowy wyskakuje
znachor słowa
ja
czekać mogę długo
Ręce wetknąłem za las
jadę powozem roku powoli
moja moda to nieba koszula
rozpięta szeroko
na ulewy i mrozy
Do dzisiaj wspominam tę łódź
i Ciebie leżącą w lodzi
świerszcz srogi wąsaty jak zbój
po piersiach Twych spiesznie chodził
Wspominam trzcin wieczorny szelest
i świat wspominam schowany za górą
i nasze dziecko skłębione na niebie
Las leci sufitem
w powietrzu jak sarna
choć nie drgnie liść
Doniczki krzesła lecą sufitem
choć wszystko śpi
ustawione na wieki
jeszcze przez babcię
Ślubne sukienki lecą sufitem
choć firanki stoją bez ruchu
jak suknie matron
Wszystko jest inne
niż jest