Złocisty modrzew w ciemności
wskazywał mi drogę do Ciebie
jesieni płonącym mieczem

- teraz
patrzy tylko na mnie
i nic nie mówią Jej rękawy
marszczone zdumieniem

Nie mówi słowa
Jej bluzka wyszyta
tutejszym krajobrazem

Wyszyta
w dziką różę
serca

Jest spokojna
i jest zwykły
pełen sprzętów dzień

I stoimy
naprzeciw bez słowa
na wąskiej kładce
- podłogi
pod którą szumi
dziki nasz żywot

I widzę
w jej oczach odbite
dwie cerkwie
pełne łez

I ona wodzi
moje szronem
pokryte włosy

Dla których kiedyś
zdjęła
z siebie bez słowa
dwudziestoletni dzień


W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka

Zawsze kiedy tam wracam
Siedzę na ławce z księżycem
I szumią brzóz kropidła
Dalekie miasta są niczem

Ja się tam urodziłem w piśmie
Ja wszystko górom zapisałem czarnym
Ja jeden znam tylko Synaj
Na lasce jałowca wsparty

I czerwień kalin jak cyrylica pisze
I na trombitach jesieni głosi bór
Że jedna jest tylko mądrość
Dzieło zdjęte z gór