Złocisty modrzew w ciemności
wskazywał mi drogę do Ciebie
jesieni płonącym mieczem

- teraz
patrzy tylko na mnie
i nic nie mówią Jej rękawy
marszczone zdumieniem

Nie mówi słowa
Jej bluzka wyszyta
tutejszym krajobrazem

Wyszyta
w dziką różę
serca

Jest spokojna
i jest zwykły
pełen sprzętów dzień

I stoimy
naprzeciw bez słowa
na wąskiej kładce
- podłogi
pod którą szumi
dziki nasz żywot

I widzę
w jej oczach odbite
dwie cerkwie
pełne łez

I ona wodzi
moje szronem
pokryte włosy

Dla których kiedyś
zdjęła
z siebie bez słowa
dwudziestoletni dzień


Przy ostach
nie mówcie mi
o róży głupiej
czerwonej gębie

oset
filozof prawdziwy
drogi życia
obserwuje
w kurzu opończy

tworzy
wspaniałą dekorację
pielgrzymek

W secesji
zrobił pewną karierę
niestety
źle pojęty
wycofał się

z powrotem
na suche wyżyny

dziś
od księży wiodących
pielgrzymki
nauczył się
sztuki gestu

stał się
najgłebszym z chwastów

postać swą
na grunty dramatyczne
kamieniste
przenosi

przez ludzi
nie zrozumiany
piękno swe
drapieżne i świetliste
w mroku ukazuje

gniewny i skrzydlaty
aniołów jest
nowoczesnych
najwspanialszym wzorem