Parno. Ubierając w biegu biały płaszcz
motyl leci przez ogród donikąd
inny motyl maluje sobie twarz
cienkim pędzelkiem ciszy. Błękitny deszcz
rośnie w warzywniku. Otwarte są okna
W wiotkiej ciszy modrzewiowych gałązek
Kobieta ogląda w lustrze piersi jak ogrodnik
Pełnia rośnie jak w dzieży
Dom rośnie w pełni
Rosnę na krześle przed domem
Dom rzuca dom na kilometr
Krzesło ze mną na krześle na kilometr
Komin jak drzewo wędruje daleko
Bo coraz bardziej
rzucało i wydłużało do rana
Dopiero
uszło
oklapło
dom się pozbierał
i my
zeszliśmy z księżyca
jak ze strychu
W mieście
nie było już zimy
tu w górach
śnieg wskazuje mi jeszcze
twe błękitne ślady
i tropię cię jak sarnę
i pędzisz i nie wiem
czy to chmury skłębione
czy włosy twoje
I przystajesz schwytana
jak łania
w jodłowe gałązki
pożądań
I piersi twe
przedwiośniem są ciężkie
Lecz ty wiesz
i ja wiem
że mogę cię dotknąć
tylko wierszem